Czasami po prostu jest to twój rok. Kiedy jesienią ubiegłego roku wybrano młodego burmistrza Zohrana Mamdaniego, znanego ze swojego zaraźliwego optymizmu, w Nowym Jorku dało się odczuć wyraźną zmianę nastrojów. Nie oznacza to, że istnieje bezpośredni związek między zdobyciem tytułu mistrzowskiego przez New York Knicks a erą optymizmu, która ogarnęła miasto — ale nie oznacza to też, że takiego związku nie ma. Inne amerykańskie miasta wkrótce znów będą miały swoją chwilę. Jednak rok 2026 to rok Nowego Jorku. Niech ktoś przekaże tę wiadomość drużynie Mets.
Spurs nigdzie się nie wybierają
Może wydawać się protekcjonalne mówienie zawodowym sportowcom, którzy byli o krok od mistrzostwa, że „następnym razem się uda”, ale San Antonio Spurs nie zmarnowali tej złotej okazji – osiągnęli wyniki znacznie przekraczające oczekiwania. To niemal niespotykane, by młoda drużyna dotarła do finałów już w swoim pierwszym poważnym sezonie. Trzon drużyny, w składzie: Victor Wembanyama (22 lata), Stephon Castle (21) i Dylan Harper (20), musiał po drodze znosić porażki, a te lekcje były bolesne. Jednak ta drużyna Spurs będzie walczyć o mistrzostwo przez wiele kolejnych sezonów.
Thunder nie są niepokonani
Właśnie po to rozgrywa się mecze. Dziewięć miesięcy temu Oklahoma City Thunder wydawało się, że nie wie, jak przegrywać, a cała społeczność medialna NBA traktowała powtórne zdobycie mistrzostwa jako formalność. Zamiast tego Thunder poniosło porażkę w starciu ze Spurs w siódmym meczu finałów Konferencji Zachodniej. Oklahoma City z pewnością jeszcze o sobie da znać – powrót do finałów w przyszłym roku nie byłby zaskoczeniem. Jednak w erze wyrównanej konkurencji o dynastiach najlepiej mówić z perspektywy czasu, a nie przedwcześnie.
Oklahoma City Thunder i San Antonio Spurs powinny pozostać na szczycie Konferencji Zachodniej w dającej się przewidzieć przyszłości.
LeBron nie powinien jeszcze przechodzić na emeryturę
41-latek z siwą brodą, który w pojedynkę prowadzi swoją drużynę do zwycięstwa w pierwszej rundzie playoffów, brzmi jak fantazja — chyba że tym człowiekiem jest LeBron James. Od kilku sezonów James jest nieustannie pytany o przejście na emeryturę, a pytanie to jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że jego własny syn jest teraz jego kolegą z drużyny. Ale, szczerze mówiąc, jest on wciąż zbyt dobry, by zawiesić buty na kołku. Kiedy Los Angeles Lakers stracili swoich dwóch najlepszych strzelców – Luka Dončicia, członka pierwszej piątki All-NBA, oraz obrońcę Austina Reavesa – ówczesna trzecia opcja wyciągnęła z szafy swoją pelerynę i samą siłą woli przeprowadziła Los Angeles przez pierwszą rundę. Gdziekolwiek James wyląduje w przyszłym sezonie, na pewno nie będzie to przejście na emeryturę.
To mecz trwający 48 minut
Każdy gracz na każdym poziomie słyszał to samo powtarzające się hasło: musimy grać przez całe 48 minut. Rzadko zdarza się, by rozegranie 46 lub 47 minut koszykówki na wysokim poziomie obróciło się przeciwko drużynie – gdziekolwiek poza play-offami NBA. Knicks są uosobieniem tego faktu – w drugiej połowie meczu nr 4 odrobili 29-punktową stratę, dokonując największego comebacku w historii finałów NBA. Świetne, zgrane i nieustraszone drużyny wiedzą, że nigdy nie jest jeszcze po wszystkim. Jak ujął to kapitan Jalen Brunson po comebacku w meczu nr 4:
„Stopniowo nadrabiamy straty”.
Steph potrzebuje pomocy
Stephen Curry wciąż jest naprawdę, naprawdę dobry — a obserwowanie, jak rok po roku odpada w play-in lub, w najlepszym razie, w pierwszej rundzie, to marnowanie tego talentu. Mistrzostwo z 2022 roku wydaje się odległym wspomnieniem. Być może rozwiązaniem będzie spotkanie w stylu olimpijskim w 2024 roku ze starym rywalem, LeBronem Jamesem. Być może scenariusz z Giannisem Antetokounmpo, o którym od dawna krążą plotki, w jakiś sposób się urzeczywistni. Golden State Warriors kończy się czas. Potrzebują szybkich rozwiązań. W przeciwnym razie przebłyski geniuszu, które Curry wciąż prezentuje każdej wiosny, będą coraz bardziej ulotne, aż pewnego dnia znikną na dobre.
Prywatne wiadomości na Twitterze były prawdziwe
Czy istnieją konkretne dowody na to, że kontrowersyjne, złośliwe – a czasami przezabawne – prywatne wiadomości na Twitterze, które wyciekły na początku tego sezonu, pochodziły od Kevina Duranta? Nie do końca. Jednak dowodów jest coraz więcej. Najbardziej obciążającym dowodem była pierwsza runda, w której Houston Rockets Duranta zostali wyeliminowani przez drużynę Lakers, opierającą się na znaczących minutach w fazie playoff zarówno LeBrona Jamesa seniora, jak i juniora. „Śmierć z rąk Luke’a Kennarda” sama w sobie stanowi miażdżący wyrok. „Rockets” byli chodzącym przypomnieniem, że talent i zgranie to nie to samo – byli zdezorganizowani i pozbawieni oparcia zarówno z Durantem w składzie, jak i bez niego, choć często wydawało się, że bawią się znacznie lepiej, gdy go nie ma.
Hawks będą świetni w przyszłym sezonie
Knicks wygrali 16 z 19 meczów w drodze po tytuł, ale dwie z tych trzech porażek miały miejsce w pierwszych trzech meczach pierwszej rundy przeciwko walecznej drużynie Atlanta Hawks, która w końcu porzuciła eksperyment z Trae Youngiem i postawiła na przyszłość w postaci Jalen Johnsona oraz jego partnera z drużyny, Nickeila Alexandra-Walkera, który zdobył tytuł Najbardziej Postępowego Gracza. W zamian za Younga Atlanta pozyskała idealnego, doświadczonego lidera w osobie CJ McColluma – jedynego gracza w całym sezonie posezonowym, który konsekwentnie sprawiał, że Knicks wyglądali na zwykłych śmiertelników. Dodajmy do tego atletyczność, szerokość składu oraz 8. wybór w drafcie, który otrzymali od New Orleans Pelicans, a Hawks wkraczają w następny sezon z realną szansą na sukces w konferencji wschodniej, która zapowiada się fascynująco.
Przeczytaj także: Knicks zdobywają pierwsze mistrzostwo NBA od 53 lat po tym, jak Brunson zdobył 45 punktów w zwycięskim meczu nr 5 przeciwko Spurs
Filadelfia musi zamknąć ten rozdział
Przez krótką chwilę na początku drugiej rundy wydawało się, że gwiazdy w końcu sprzyjają Philadelphia 76ers. Joel Embiid znów wyglądał jak kandydat do tytułu MVP. Paul George nie sprawiał wrażenia chodzącego obciążenia kontraktowego. Wszystko układało się w sposób, który zdawał się potwierdzać wielką wizję, do której Daryl Morey dążył od lat. Potem wszystko się posypało. Morey stracił pracę, a rzeczywistość znów dała o sobie znać. Droga naprzód dla Filadelfii prawdopodobnie nie polega na wyciskaniu jeszcze jednego sezonu z Embiida i George’a. Polega ona raczej na zamknięciu tego rozdziału i zbudowaniu drużyny wokół Tyrese’a Maxeya i VJ-a Edgecombe’a.
Celtics powinni wprowadzić zmiany
Tego lata kilku trenerów znajdzie się na gorącym krześle. Joe Mazzulla, który niedawno zdobył tytuł Trenera Roku, prawdopodobnie nie będzie jednym z nich — jednak podczas tych rozgrywek play-off, podobnie jak w zeszłym roku, ujawnił poważne słabości, wykazując wyraźną niechęć do odejścia od dogmatu opartego na rzutach za trzy punkty, nawet gdy wymagały tego okoliczności. Zwięzłe wypowiedzi na konferencjach prasowych są urocze. Stają się jednak mniej urocze, gdy twoja drużyna co sezon play-offów ciągle rozbija się o te same mielizny. Poza zmianami taktycznymi Boston Celtics stoją przed ważną decyzją kadrową. Jaylen Brown, kapryśna gwiazda, która wydawała się rozkoszować się trwającym kilka miesięcy okresem bycia numerem jeden w drużynie, może nigdy nie osiągnąć wyższej wartości transferowej niż obecnie. Należy sprzedać Browna po najwyższej cenie, a uzyskane środki przeznaczyć na przebudowę zarówno składu, jak i leżącej u jego podstaw filozofii.
Timberwolves przegrali tę wymianę
Był czas, kiedy głośna transakcja, w ramach której Julius Randle i Donte DiVincenzo trafili do Minnesota Timberwolves w zamian za Karla-Anthony’ego Townsa, wyglądała na prawdziwą sytuację, w której wszyscy wygrywają. Ta debata została już rozstrzygnięta. Randle po raz kolejny okazał się bardziej obciążeniem niż atutem w najważniejszych meczach, a DiVincenzo spędzi większość – jeśli nie cały – przyszły sezon na rekonwalescencji po zerwaniu ścięgna Achillesa. Tymczasem Towns był nieodzowny podczas drogi Knicksów do mistrzostwa. Szczególnie błyskotliwie zaprezentował się w meczach 1 i 2 finałów, pomagając nadać ton dominującemu zwycięstwu w serii i potwierdzając słuszność ryzyka, jakie podjęło Nowy Jork, pozyskując go.
Nie przywiązujcie zbyt dużej – ani zbyt małej – wagi do sezonu zasadniczego
Gdzieś pomiędzy twierdzeniem, że sezon zasadniczy NBA nie ma znaczenia, a tym, że jest on jedyną prawdą, leży bardziej zniuansowana rzeczywistość: z sześciu miesięcy między październikiem a kwietniem można wyciągnąć wiele wniosków, ale żaden z nich nie jest ostateczny. Detroit Pistons przez większą część sezonu zasadniczego miażdżyli rywali z Konferencji Wschodniej, mając jednocześnie rażące wady typowe dla fazy playoff, oczywiste dla każdego, kto przyjrzał się im bliżej. Knicks mieli do czynienia z odwrotnym problemem – drużyną, która nie miażdżyła przeciwników podczas 82-meczowego maratonu, ponieważ wyraźnie dopracowywała szczegóły w ramach przygotowań do 16-meczowego sprintu. Oznaki były widoczne, zwłaszcza gdy w grudniu zdobyli Puchar NBA. Po drugiej stronie znaleźli się Spurs, których dominacja nad Thunder w sezonie zasadniczym okazała się zapowiedzią, a nie ciekawostką. Kiedy San Antonio wyeliminowało Oklahoma City w finałach konferencji, sygnały ostrzegawcze były widoczne już od miesięcy. Wyciągajcie wnioski z sezonu zasadniczego. Tylko nie mylcie ich z przepowiednią.
Nie wymieniajcie Jamesa Hardena
Co kilka lat kierownictwo kolejnego klubu NBA ulega swego rodzaju wybiórczej amnezji. Dyrektorzy są oczarowani niezwykle stabilną formą Jamesa Hardena w sezonie zasadniczym i przekonują samych siebie, że tym razem będzie inaczej. Tłumią w pamięci porażki w play-offach, które towarzyszyły mu przez całą karierę, aż w końcu, nieuchronnie, wspomnienia te powracają z pełną siłą. Potem nadchodzi rozczarowanie. Potem prośba o transfer. A potem koło znów się kręci. Cleveland Cavaliers stali się kolejną drużyną, która nauczyła się tej samej lekcji, co wiele innych przed nimi: kiedy kalendarz wskazuje kwiecień, maj i czerwiec, Hardena po prostu nie można traktować jako niezawodnej opcji numer jeden.
Kluczowe znaczenie ma doświadczony zarząd
Trzy najlepsze drużyny w fazie playoff — Thunder, Spurs i Knicks — łączyła jedna kluczowa cecha: mądre i sprytne kierownictwo. Ich inteligencja przejawiała się na różne sposoby. Oklahoma City i San Antonio zbudowały swoje składy głównie poprzez draft. Nowy Jork obrał agresywną ścieżkę, tworząc trzon drużyny poprzez transfery i pozyskiwanie wolnych agentów. Wszystkie trzy drużyny wyróżniały się w tym samym podstawowym zadaniu: budowaniu składu. Być może nie dysponujesz taką głębią składu jak Thunder, szczęściem w loterii draftu jak Spurs, ani kulturą i czystą, upartą wytrwałością, które doprowadziły Knicks do mistrzostwa. Jednak powierzenie kierownictwa mądrym ludziom jest jedną z niewielu przewag konkurencyjnych dostępnych dla każdej drużyny.
Można wygrać z niskim obrońcą
Becky Hammon jest błyskotliwą znawczynią koszykówki i dobrą trenerką — a niestety także autorką cytatu, który przejdzie do historii jako haniebny.
„Jeśli twój najlepszy gracz jest niski, to nie wygrasz” –
powiedziała Hammon w 2023 roku, argumentując, że Brunson, mierzący 6ft 2in, nigdy nie będzie prawdziwym liderem drużyny walczącej o mistrzostwo. Biorąc pod uwagę, że Brunson ma obecnie na koncie zarówno tytuł MVP finałów Konferencji Wschodniej, jak i MVP finałów NBA, ta opinia nie przetrwała próby czasu. NBA nieustannie uczy tej samej lekcji, a w tym sezonie podkreśliła ją jeszcze dobitniej niż zazwyczaj: nie ma jednej recepty na osiągnięcie statusu supergwiazdy. Brunson ma wady — i to mnóstwo. Jest też jednym z najbardziej niesamowitych graczy w decydujących momentach, jakich liga kiedykolwiek widziała. Celem nie jest znalezienie bezbłędnego półboga na wzór LeBrona Jamesa czy Michaela Jordana. Celem jest znalezienie naprawdę świetnego gracza, zdolnego do przewodzenia szatni i motywowania kolegów z drużyny, a następnie inteligentne zbudowanie składu, który wzmocni jego mocne strony. Komentator radiowy Knicksów, Tyler Murray, doskonale to ujął w swojej ostatniej relacji w tym sezonie: „New York Knicks z 2026 roku na zawsze zostaną zapamiętani jako drużyna, która udowodniła, że żadna przewaga nie jest zbyt duża, a żaden obrońca nie jest zbyt niski”.
Śledź TipsGG, aby być na bieżąco z wydarzeniami poza sezonem NBA, ruchami na rynku wolnych agentów i wszystkim, co prowadzi do sezonu 2026–27.
Przeczytaj także: Nowy raport wzmacnia pozycję Boston Celtics jako potencjalnego odbiorcy Giannisa Antetokounmpo w ramach wymiany