| Prefer us on Google — see Tips.gg in Top Stories & Discover | Add on Google |
Cała władza, jak to zwykle bywa, spoczywa w rękach Stephena Curry’ego. Sobota, 29 sierpnia, to pierwszy dzień, w którym 38-letnia supergwiazda może podpisać maksymalną przedłużoną umowę z Golden State Warriors. Wchodząc w ostatni rok obecnego kontraktu — wartego prawie 63 miliony dolarów — Curry stoi na rozdrożu, które określi kierunek rozwoju klubu na najbliższe lata.
Dyrektor generalny Mike Dunleavy nie ukrywał w ciągu ostatniego roku, że Warriors chcą sfinalizować kolejną umowę przed rozpoczęciem nowego sezonu. Wiedzą, czym Curry jest dla organizacji i regionu Bay Area. Ze swojej strony Curry wielokrotnie powtarzał, że jest otwarty na podpisanie nowej umowy, podkreślając, że przez całą karierę chce nosić tylko jedną koszulkę. Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się prosta.
Dlatego prawdziwa intryga rozpocznie się, jeśli przyszły członek Galerii Sław nie podpisze kontraktu przed rozpoczęciem sezonu.
Wśród fanów Warriors narasta frustracja z powodu składu ograniczonego limitem wynagrodzeń, który w zeszłym roku nie zakwalifikował się do playoffów, a tego lata nie podjął wystarczających działań, by zaradzić swoim niedociągnięciom. Zespół podjął głośną próbę pozyskania LeBrona Jamesa, która zakończyła się fiaskiem, przez co Curry pozostał z niemal tym samym składem pomocniczym, co rok temu. Ostateczną miarą tego, jak głęboka jest ta frustracja, jest jednak sam Curry.
Jeśli Curry podpisze przedłużenie kontraktu przed rozpoczęciem sezonu, będzie to jasny sygnał, że nadal ufa Dunleavy’emu i właścicielowi Joe Lacobowi, że pomogą mu jak najlepiej wykorzystać ostatnie lata jego kariery. Warriors powinni mieć znacznie większą elastyczność przyszłego lata, dysponując dodatkową przestrzenią w limicie wynagrodzeń oraz zbiorem przyszłych wyborów w pierwszej rundzie draftu, które mogą umożliwić większą aktywność na rynku transferowym. Steve Kerr podpisał tego lata dwuletnie przedłużenie kontraktu, a Draymond Green przedłużył umowę o rok, dzięki czemu trzon drużyny pozostaje na razie nienaruszony.
Jeśli Curry będzie czekał – czy to w celu wyrażenia swojego stanowiska co do składu, czy po prostu po to, by zobaczyć, jak potoczą się sprawy – ta niepewność będzie stanowić ciągłe źródło rozpraszania uwagi, które będzie wisiało nad całą organizacją, dopóki nie dojdzie do rozstrzygnięcia. Spekulacje w świecie koszykówki osiągnęłyby punkt kulminacyjny.
Curry nigdy nie był typem osoby, która publicznie wywołuje zamieszanie, nawet gdy jest niezadowolony. Pozwala, by jego działania na parkiecie miały większą wagę niż słowa wypowiedziane do mikrofonu. W zeszłym sezonie rozegrał tylko 43 mecze z powodu różnych kontuzji, w tym problemu z kolanem, który kosztował go dwa miesiące przerwy, jednak jego świadomość własnego wpływu nigdy nie uległa zmianie. Wie, że każdy jego ruch jest obserwowany i analizowany. Wie, jaki sygnał wysłałby brak porozumienia w sprawie nowej umowy.
Czy byłby gotów zrezygnować z takiego zabezpieczenia i spędzić sezon odpowiadając na pytania dotyczące swojej przyszłości? A może ufa Warriors na tyle, by podjąć zobowiązanie już teraz i pozostawić kolejne ważne decyzje organizacji na później?
Jednym podpisem Curry zabezpiecza swoją przyszłość w jedynej drużynie, jaką kiedykolwiek znał, publicznie popierając obecny kierunek rozwoju klubu i jednocześnie zabezpieczając to, co pozostało z jego legendarnej kariery. W zamian Warriors zatrzymują najlepszego gracza w historii klubu i jedną z najbardziej dochodowych gwiazd, jakie kiedykolwiek pojawiły się w lidze.
Przeczytaj także: Klay Thompson dostosowuje się do wymagającej atmosfery w Miami po rezygnacji z 10 mln dolarów
Od lat niemal wszystko, co robią Warriors, kręci się wokół Curry’ego. Teraz, gdy klub próbuje określić, jak będzie wyglądał ostatni rozdział tej ery, to właśnie on po raz kolejny decyduje, gdzie się ona rozpocznie. Tylko Curry zna odpowiedź — a świat koszykówki z zapartym tchem śledzi rozwój wydarzeń. Śledź TipsGG, aby być na bieżąco z rozwojem sytuacji.