| Prefer us on Google — see Tips.gg in Top Stories & Discover | Add on Google |
Bezwładny początek sezonu 2026-27 Premier League przez Tottenham sprawił, że lato obfitujące w wydatki przerodziło się w wczesny kryzys. Spurs znajduje się wśród zaledwie trzech klubów z najwyższej ligi, które nie zdobyły jeszcze bramki w rozgrywkach ligowych, obok Aston Villi i Coventry City. Wyjazd na mecz z Evertonem w ten weekend niesie ze sobą groźbę ustanowienia niechcianego rekordu klubowego: czterech meczów ligowych bez zdobytej bramki na początku sezonu.
Ikona Tottenhamu, Brad Friedel, wypowiedział się na temat tej sytuacji w ekskluzywnym wywiadzie dla serwisu Tribal Football za pośrednictwem Jackpot City Casino. Jego werdykt rozprasza szum wokół drużyny, która tego lata przeszła gruntowną przebudowę wartą 308 milionów funtów pod kierownictwem trenera Roberto De Zerbi.
De Zerbi pod presją po rekordowych wydatkach
Do klubu przybyli tacy zawodnicy jak Sandro Tonali, Mateus Fernandes, Savio, Jan Paul van Hecke i Tosin Adarabioyo, a wraz z nimi pojawiły się ogromne oczekiwania. Żaden z nich nie znalazł jeszcze swojego rytmu, a Friedel uważa, że skala inwestycji gwarantuje, że trener będzie poddawany krytycznej ocenie, niezależnie od długoterminowych planów.
„Cieszę się, że Spurs wydają pieniądze. Uważam, że przepłacili za transfery i niektóre pensje, ale sprowadzeni przez nich piłkarze wyraźnie wzmocnili skład. Myślę, że słaby początek sezonu nie będzie odzwierciedlał tego, jak faktycznie potoczy się cały sezon. Myślę, że jeśli nie uda im się zakwalifikować do europejskich pucharów, zarząd będzie niezadowolony”.
„Jestem pewien, że trener znajdzie się pod pewną presją ze względu na kwotę, jaką wydano. Przekroczyli już próg 300 milionów funtów, więc kiedy wydaje się taką kwotę – a jestem pewien, że De Zerbi miał duży wpływ na wybór nowych graczy – to oczywiście, jeśli nie ma wyników, będzie pod presją, ale on o tym wie.”
Friedel twierdzi, że tak gruntowne zmiany w składzie rzadko przynoszą natychmiastowe efekty. Jako powód, by zachować cierpliwość zamiast panikować, wskazuje na dotychczasowe osiągnięcia De Zerbiego.
„Uważam, że jest sprawdzonym trenerem. Myślę, że wie, czego oczekuje od swojego systemu gry. Czasami, gdy dokonuje się wielu zmian kadrowych, potrzeba trochę czasu, zanim wszystko się zgra. Innym razem dzieje się to dość szybko, ale moim zdaniem zwiększa się ryzyko, że potrwa to po prostu nieco dłużej”.
Same pieniądze nie gwarantują trafnych transferów
Najtrafniejsza analiza Friedela dotyczy strukturalnego problemu, z którym Tottenham zmaga się od lat: rywalizacji o tych samych zawodników z klubami dysponującymi większymi środkami finansowymi i większym prestiżem.
„Jedną z rzeczy, z którą Tottenham ma trudności – i tak było już od czasów, kiedy tam grałem – jest rywalizacja finansowa na wielkiej scenie z czołowymi klubami. Jednak gdy przychodzi co do czego, większość piłkarzy nadal wolałaby przejść do Man City, Man United, Liverpoolu, Arsenalu czy Chelsea. Więc tym, co w większości przypadków przechyla szalę, jest po prostu wyższa pensja”.
Zadaje on trafne pytanie dotyczące motywacji, gdy wynagrodzenie staje się czynnikiem decydującym o transferze.
„Nie ma w tym nic złego, jeśli piłkarz jest w 100% oddany sprawie, ale pojawia się dylemat: czy piłkarz przychodzi tu wyłącznie dla pieniędzy? I nie zrozumcie mnie źle – piłkarze, gdziekolwiek się udają, będą chcieli dobrej pensji. Ale jeśli przepłacasz, czy masz pewność, że w szatni panuje właściwa atmosfera? To jeden z dylematów, z którymi borykają się od dawna”.
Friedel przeciwstawia to modelowi, który zbudował najbardziej udaną erę Tottenhamu pod wodzą Daniela Levy’ego – pozyskiwaniu Kyle’a Walkera, Luki Modrića, Garetha Bale’a i Harry’ego Kane’a, zanim osiągnęli szczyt formy, a następnie sprzedawaniu ich z zyskiem. Takie podejście staje się trudniejsze, gdy klub musi bezpośrednio konkurować o tych samych zawodników z PSG, Bayernem Monachium i innymi europejskimi potęgami.
„Sytuacja wygląda zupełnie inaczej, gdy wkraczasz na rynek transferowy i rywalizujesz o tego samego piłkarza z PSG, Bayernem Monachium, czołowymi klubami włoskimi, czołowymi klubami niemieckimi, a także innymi czołowymi klubami z Premier League. Wtedy wkraczasz w zupełnie inny rodzaj negocjacji. Dlatego czasami, postępując w ten sposób, nie zawsze uda ci się pozyskać zawodnika z właściwych powodów”.
Pomimo tych obaw Friedel spodziewa się, że Spurs w tym sezonie nadal będą walczyć o udział w rozgrywkach europejskich, nawet jeśli różnice będą niewielkie.
„Nadal uważam, że poradzą sobie dobrze. Nadal sądzę, że będą o krok od zajęcia miejsca w Lidze Mistrzów – na tym ostatnim miejscu – albo w Lidze Europy lub Lidze Konferencji Europy. Nadal uważam, że będą w czołówce, biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia De Zerbiego, ale nie sądzę, by pozyskiwanie zawodników było w końcu tak łatwe, jak się powszechnie uważa, tylko dlatego, że ma się pieniądze”.
Spekulacje dotyczące Osimhena podkreślają koszt pozyskania napastnika
Zapytany, dlaczego właśnie atak Tottenhamu utknął w martwym punkcie, Friedel wskazuje na cenę czołowych napastników. Przytacza przykład Victora Osimhena, obecnie grającego w Galatasaray, którego wymagania płacowe poznał podczas pracy jako dyrektor sportowy w Beşiktaşie.
„Sądzę, że Arsenal również był zainteresowany Osimhenem, a widziałem plotki, że Tottenham też mógł być. Teraz jest w Galatasaray, a ja byłem w Beşiktaşie jako dyrektor sportowy, więc wiem, ile zarabiał. To ogromna suma pieniędzy, więc wkracza to na zupełnie inny poziom rozmów”.
Friedel sugeruje, że De Zerbi nadał priorytet budowaniu podstaw defensywy i pomocy swojej drużyny, zanim zajął się linią ataku – taki wybór kolejności działań może wyjaśniać obecną niemoc ofensywną.
„Myślę, że De Zerbi chciał zbudować kręgosłup swojej drużyny. Lubi rozgrywać piłkę od tyłu i ceni sobie środkowych obrońców, którzy w razie potrzeby potrafią wkroczyć do środka pola, więc zależy mu na tym, by czuli się swobodnie. Myślę, że próbował uporządkować relacje między czwórką obrońców a pomocnikami, zanim zajął się atakiem, chyba że próbowali pozyskać napastników, ale po prostu nie udało im się sfinalizować tych transferów”.
Nie lekceważy on skali problemu. Trzy mecze bez gola to jedno, ale ten schemat trzeba szybko skorygować.
„Ale to obszar budzący obawy o każdej porze sezonu. Jeśli przez trzy, cztery lub pięć meczów nie strzela się gola, trzeba się tym zająć. Jestem pewien, że próbują to rozwiązać na treningach i budować pewność siebie u zawodników, których wystawią w ataku”.
Brak awansu do europejskich pucharów będzie bolesny nie tylko w tabeli
Friedel nie zgadza się z poglądem, że Liga Europy czy Liga Konferencji są niepożądanymi czynnikami rozpraszającymi uwagę. Drużyny takie jak Crystal Palace pokazały, że nawet mniejsze składy mogą odnosić sukcesy w rozgrywkach europejskich, jeśli klub odpowiednio się w nie zaangażuje.
„Istnieje cała masa powodów, dla których nie chce się spędzić dwóch lat z dala od europejskich pucharów. Przez lata pojawiały się komentarze, że Liga Europy i Liga Konferencji Europy są utrapieniem. Zawsze się z tym nie zgadzałem. Uważam, że zawsze warto brać udział w rozgrywkach europejskich. Czasami skład jest nieco wąski – spójrzmy na Crystal Palace, które ostatnio odniosło wielki sukces w Europie – ale można wystawić do tych rozgrywek znacznie węższy skład niż, powiedzmy, Manchester City”.
Argument finansowy jest tym, w którym Friedel wypowiada się najbardziej bezpośrednio. Piłka nożna na arenie europejskiej jest jednym z nielicznych źródeł przychodów, z których może skorzystać klub Premier League, a utrata dostępu do niej przez kilka sezonów ograniczyłaby zdolność Tottenhamu do konkurowania podczas przyszłych okien transferowych.
„Jako klub z Premier League masz tylko kilka sposobów na zwiększenie źródeł przychodów – rozgrywki europejskie są jednym z nich, a przychody z dni meczowych – innym. Myśl o braku udziału w rozgrywkach europejskich przez X lat – powiedzmy trzy, cztery lub pięć – wpłynie na zdolność Tottenhamu do kupowania większej liczby piłkarzy w przyszłości i inwestowania większych środków w klub, ponieważ zwłaszcza udział w Lidze Mistrzów stanowi niesamowite źródło finansowe, które można ponownie zainwestować w klub”.
Wskazuje on również na bardziej subtelny koszt: gdy kwalifikacja do rozgrywek europejskich nie jest już gwarantowana, zmienia się profil zawodników, których klub jest w stanie przyciągnąć.
„Ponadto, jeśli chodzi o typ piłkarzy, których pozyskujesz, gdy klub liczy na udział w rozgrywkach europejskich, to pozyskujesz zwycięzców – piłkarzy przyzwyczajonych do wygrywania, oczekujących zwycięstwa i wiedzących, jak się zachować, by wygrać. Myślę więc, że brak udziału w rozgrywkach europejskich przez kolejny sezon niekoniecznie byłby katastrofą, ale nie sądzę, żeby zarząd to przyjął z zadowoleniem, ujmując to w ten sposób”.
W sobotę Tottenham zmierzy się z Evertonem, zajmując 17. miejsce w tabeli – tę samą pozycję, jaką zajmował na koniec każdego z dwóch ostatnich sezonów. Niemal dokładnie dwadzieścia lat temu Spurs przeżyli podobną serię czterech meczów bez zdobytej bramki w sezonie 2006/07, w ramach której przegrali u siebie 2:0 z tym samym przeciwnikiem. W poprzednim sezonie Spurs pokonali Everton zarówno u siebie, jak i na wyjeździe, nie tracąc żadnej bramki, i do tego spotkania przystępują jako faworyci do przerwania tej passy.
Śledź TipsGG, aby być na bieżąco z sezonem Tottenhamu i najnowszymi analizami z Premier League.