LeBron James oficjalnie pozostaje w Los Angeles Lakers po wykonaniu opcji zawodnika o wartości 52,6 miliona dolarów na sezon 2025-26. Choć było to do przewidzenia, ruch ten wyostrza zaskakującą rzeczywistość: rynek handlowy dla ikony NBA w rzeczywistości nie istnieje.
Pojawiając się w programie ESPN Get Up, analitycy Bobby Marks i Brian Windhorst zajęli się wyłaniającym się pytaniem – czy jakakolwiek drużyna mogłaby handlować LeBronem? Marks odpowiedział bez ogródek: “Nie ma“
“Zarabia 53 miliony dolarów. Ma 40 lat. I żadna drużyna nie chce wypatroszyć swojego składu, oddając czterech lub pięciu graczy za jeden sezon LeBrona” – wyjaśnił Marks. Obejmuje to nawet sentymentalne wybory, takie jak Cleveland Cavaliers, gdzie koszt przejęcia podobno obejmowałby do sześciu graczy – logistyczne i finansowe obciążenie dla każdej franczyzy.
Jest jednak kluczowe zastrzeżenie. Marks podkreślił, że gdyby LeBron dążył do wykupu i wszedł do wolnej agentury, “miałbyś 29 drużyn ustawionych w kolejce po niego“
Na razie jednak LeBron pozostaje Lakerem. Jego syn Bronny James został niedawno wybrany w drafcie przez klub, więc wydaje się, że scena jest przygotowana na potencjalny ostatni rozdział w Los Angeles. Ale to, czy rozdział ten zakończy się w purpurze i złocie, czy też obróci się gdzie indziej, jest pytaniem wciąż wiszącym w powietrzu.
Konkluzja: Wartość handlowa LeBrona nie jest już taka jak kiedyś, ale jego wpływ – na boisku i poza nim – pozostaje niezrównany. Jeśli kiedykolwiek trafi na otwarty rynek, spodziewaj się, że walka będzie natychmiastowa i intensywna.

