Jedną z najbardziej kontrowersyjnych decyzji w tym sezonie kolarskim jest decyzja Vuelta a España o wykluczeniu Equipo Kern Pharma z udziału w wyścigu z dziką kartą – zamiast tego upragnione miejsce przypadło Q36.5 Pro Cycling Team. To posunięcie rodzi fundamentalne pytania o merytokrację i strategiczne przewidywanie w zaproszeniach na Grand Tour.
Powiedzmy sobie jasno: selekcje z dziką kartą nie powinny być rozdawane jak pamiątkowe bidony. Podczas gdy sama reprezentacja kraju nie uzasadnia zaproszenia, Equipo Kern Pharma miała przekonujące argumenty. Konsekwentne występy, jasna strategia rozwoju i rosnąca baza fanów sprawiły, że byli zasłużonymi kandydatami. Fakt, że zostali pominięci na rzecz Q36.5, zespołu, który dopiero niedawno znalazł się w centrum uwagi dzięki głośnemu podpisaniu kontraktu z Tomem Pidcockiem, jest trudny do zracjonalizowania.
Obecność Pidcocka niewątpliwie przyciąga uwagę, ale czy siła gwiazdy powinna przeważać nad sportowymi zasługami? Jego ostatni występ w Giro d’Italia nie potwierdza tego szumu. Pomimo przebłysków formy – trzeci w Materze (5. etap), czwarty w Castelnovo ne’ Monti (11. etap) i piąty w Tiranie (1. etap) – w dużej mierze nie udało mu się ożywić wyścigu. Zajmując 16. miejsce w klasyfikacji generalnej i tracąc 44 minuty do Simona Yatesa, Pidcock w Giro był bardziej tłem niż aktorem pierwszoplanowym.
To nie pierwszy raz, gdy kalendarz Pidcocka wydaje się zbyt ambitny. Jego ostatnie dwa starty w Tour de France z INEOS to podobne historie: talent rozproszony w różnych dyscyplinach, pozostawiający niewiele wyników do pokazania na najwyższym poziomie. Teren i tempo Giro wydawały się dobrze dopasowane do kolarza o jego wybuchowym profilu, ale wpływ był minimalny – co było jeszcze bardziej uderzające ze względu na stosunkowo przeciętne pole GC w tym roku.

Z kolei Equipo Kern Pharma buduje coś prawdziwego. Ich sezon 2024 pokazał dyscyplinę taktyczną, rozwój kolarzy i ducha ataku, który jest symbolem tego, co powinny nagradzać miejsca z dziką kartą. Odsunięcie ich na boczny tor, zwłaszcza w hiszpańskim Grand Tour, jest ciosem w brzuch – nie tylko dla zespołu, ale także dla fanów, którzy cenią sobie progresję opartą na wynikach, a nie reputacji.
Być może Pidcock rozpali Vueltę, jeśli znajdzie się w składzie. Ale opieranie przydziału dzikich kart na potencjalnym wpływie celebrytów na sprawdzoną konsekwencję jest hazardem, który osłabia samą istotę sportu wyczynowego. Pominięcie Kern Pharma jest nie tylko rozczarowujące – jest niesprawiedliwe.